środa, 24 czerwca 2015

Zapowiedź czegoś nowego ^^

Cześć wszystkim ^^.

Tak... Wiem, wiem... Dawno nic tutaj nie było zamieszczane, ale musicie nam wybaczyć. Po prostu razem z Tessą kończymy w tym roku gimnazjum i przez ostatni miesiąc chciałyśmy jak najbardziej dopracować nasze oceny i średnie, aby dostać się do naszego wymarzonego liceum :). Niektórzy z Was pewnie też przeżywali w tym okres, inni mają go już za sobą, a jeszcze inni dopiero będą się męczyć ^^ (żółwik trzecia klasa ;)). 

Już jutro mamy swoje zakończenie szkoły, co oznacza, że... Zaczynamy wakacje! :) To z kolei oznacza, że będziemy miały względnie więcej czasu (bardziej Tessa niż ja, ale też postaram się publikować więcej postów).

Na miłe zakończenie roku szkolnego i rozpoczęcie wakacji mam dla Was dwie nowe niespodzianki: dwie nowe serie ^^. Tak jak od niepamiętnych czasów istnieje "Z dwóch perspektyw" (czyli od założenia bloga, które wcale tak dawno nie było XD), tak teraz ja zamierzam wprowadzić dwie nowe serie. A będzie to mój "Book Haul", który będę publikować wtedy, kiedy zbierze mi się jakiś większy stosik książek, oraz "Poniedziałek z...". Ta seria będzie (jak sama nazwa mówi ^^) publikowana w miarę możliwości co poniedziałek, na umilenie naszym czytelnikom początku tygodnia. A co tam będzie, przekonacie się już w poniedziałek ^^.

Maj i czerwiec zawsze są dla mnie miesiącami obfitującymi w książki, podobnie jak grudzień. Jako, że mamy koniec czerwca, tak więc chciałabym już w piątek przedstawić Wam mój pierwszy "Book Haul" ^^. Tak więc bez zbędnych ceregieli...


Tak... Jeśli dobrze policzyłam, to na chwilę obecną jest na tym stosiku aż 8 książek, a możliwe, że do piątku ten stosik wzrośnie jeszcze bardziej ^^. Specjalnie nie pokazuję Wam grzbietów, ponieważ chcę Was potrzymać do piątku jeszcze trochę w niepewności ;). Chyba, że ktoś rozpoznaje i wie, co to są za książki. W takim wypadku piszcie w komentarzach :D.

No. Tak więc, widzimy się w piątek :). Bardzo chcę poznać Wasze opinie o tych książkach, więc nie zostawiajcie mnie w potrzebie :).

Przy okazji, jak tam Wasze wyniki i średnie? :) Jestem bardzo ciekawa, bo moje miasto jest małe i za bardzo nie ma z kim tutaj o tym już rozmawiać ;)

Luriko

wtorek, 12 maja 2015

Czerwona królowa - recenzja książki

W Czerwonej królowej Victorii Aveyard poznajemy losy siedemnastoletniej Mare Barrow, mieszkanki futurystycznego państwa Norty. Zamieszkują je ludzie, których można podzielić na podstawie koloru krwi: Srebrni - arystokraci o nadprzyrodzonych mocach, takich jak kontrolowanie wody czy żelaza, a nawet czytanie w myślach, oraz Czerwoni - zwyczajni ludzie pełniący rolę taniej siły roboczej i wysyłani na toczącą się od prawie stu lat wojnę. Jak możemy się domyśleć, właśnie do tej grupy należy główna bohaterka. Wkrótce ją także czeka przymusowy pobór do wojska. Zdawałoby się, że poza okradaniem innych nie potrafi ona zbyt wiele. Jednakże pewnego dnia sprawy przybierają nieco inny obrót i dziewczyna trafia do pałacu jako służąca, a tam nieoczekiwanie ujawniają się jej zdolności, o istnieniu których nie miała nawet pojęcia. Tymczasem w kraju dochodzi do ataków grupy rebeliantów walczących o godne życie dla Czerwonych...

Osoby, które podobnie jak ja zaczytują się w dystopiach, na pewno zauważyły powtarzający się schemat: daleka przyszłość, podzielone państwo, nastolatka pochodząca z niezamożnej rodziny nagle staje się z jakiegoś powodu niezwykła. No tak, jeszcze bunty przeciwko okrutnym rządom. Jak widać tu również autorka postanowiła się ściśle tego schematu trzymać. Trzeba przyznać, że fabuła zbyt oryginalna nie jest, taka "mieszanka" innych powieści, głównie Igrzysk Śmierci i Rywalek.

Muszę uczepić się jeszcze jednej rzeczy: duża część wydarzeń w książce była wręcz do bólu przewidywalna. Mare robi coś ryzykownego i udaje jej się to, praktycznie bez żadnych przeszkód! A chętnych do pomocy jej nie brakuje. Natomiast kiedy nie działy się tego typu rzeczy, to momentami wręcz wiało nudą.

Końcówka książki jest jedyną rzeczą, jaka ją ratuje. Tylko dzięki niej nie uznałam jej za nudniejszą wersję Rywalek. Właśnie tam zostało zawarte wszystko to, czego reszcie powieści trochę brakuje: wartka akcja, nieprzewidywalność, a ponadto kompletne zaskoczenie co do pewnej osoby. Muszę przyznać, że akurat ostatnie strony czytałam z zapartym tchem.

Ogólnie rzecz biorąc, książka ta z pewnością nie należy do moich ulubionych, średnio mi się podobała. Z drugiej strony też nie odradzam całkowicie jej czytania, jeśli ktoś lubi klimaty dystopii to czemu nie, może komuś innemu bardziej przypadnie do gustu? Z tego co wiem drugi tom będzie miał premierę w 2016 roku. Znając mnie, z czystej ciekawości go przeczytam, kto wie, może będzie lepiej? Nie zapominajmy, że Czerwona królowa to debiut pani Aveyard.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Wróć, jeśli pamiętasz - recenzja książki

Wróć, jeśli pamiętasz autorstwa Gayle Forman to kontynuacja bestsellera Zostań, jeśli kochasz (znanego też pod wcześniejszym tytułem Jeśli zostanę), powieści o nastolatce, która w wypadku samochodowym traci rodzinę. Sama nie umarła, natomiast trwa w stanie zawieszenia, podczas którego wspomina dotychczasowe życie, aby podjąć decyzję, czy umrzeć, czy też pozostać dla krewnych, przyjaciółki Kim i chłopaka Adama.

Akcja rozgrywa się trzy lata po wydarzeniach z pierwszej części. Adam jest znaną gwiazdą zespołu rockowego, a Mia coraz popularniejszą wiolonczelistką. Jednakże to sprawiło, że ich drogi się rozeszły, każde z nich żyło własnym życiem, nawet się nie spotykając. To się zmieniło pewnego wieczora w Nowym Jorku.

Tym razem książka napisana jest z perspektywy Adama, również występuje narracja pierwszoosobowa. Myślę, że między innymi to czyni ją ciekawszą od Zostań, jeśli kochasz. Poznajemy w niej jego przemyślenia i styl życia, który wcale nie jest taki wspaniały i warty pożądania, jakby mogło się niektórym wydawać. Mnóstwo wywiadów, koncertów, wyjazdów w trasę, natarczywych fanów i praktycznie żadnej chwili dla siebie.
Większość ludzi sprzedałaby pewnie własną nerkę, żeby tylko spróbować życia, jakie prowadzę. A mimo to muszę sobie przypominać, że każdy kolejny dzień przeminie; upewniać samego siebie, że przetrwałem wczorajszy, więc dam radę i temu.

Nawiązując do poprzedniego akapitu dodam, że ciekawie jest przedstawiona przemiana Adama na skutek życia w stylu gwiazdy rocka. Wydarzenia z fabuły są przeplatane jego przemyśleniami, wspomnieniami i opisami drogi do sławy jego zespołu, a także utraty Mii. Ciekawe rozwiązanie, jednak to może też sprawiać, że powieść momentami się dłuży.
Zaczyna do mnie docierać, że istnieje ogromna różnica między wiedzą, że coś się stało - nawet wiedzą, dlaczego się stało - a uwierzeniem, że się wydarzyło.

Teraz tak na marginesie, bo o tym też chciałabym wspomnieć. Otóż strasznie nie podoba mi się okładka. Kompletnie nie przypadła mi do gustu. Wiem, że to nie jest najważniejsze w książce, jednak to też w pewnym sensie jej część i nie da się na nią nie zwrócić choćby odrobiny uwagi.

Ogólnie rzecz biorąc, powieść jest o wiele lepsza niż pierwsza część. Jak już wspominałam, to przede wszystkim zasługa zmiany perspektywy opisywanych wydarzeń, Mimo to i tak nie jest powalająca, po prostu takie miłe czytadło w sam raz na nudne wieczory.

Tessa

czwartek, 2 kwietnia 2015

Papierowe miasta - recenzja książki

Historia ta rozpoczyna się, kiedy Quentin i Margo mają po dziewięć lat. Podczas wspólnej zabawy znajdują w parku martwego mężczyznę. Czytając dalej, przenosimy się do czasu, kiedy bohaterowie mają już po osiemnaście lat i chodzą do tej samej szkoły. Między Q a Margo nie ma bliższej relacji, jednak chłopak od tamtego czasu nadal jest nią zafascynowany. Pewnej nocy dziewczyna pojawia się w oknie jego pokoju, aby pomógł jej w realizacji nietypowego planu.

Jest to jedna z powieści popularnego autora książek dla młodzieży Johna Greena. Napisał m.in. Gwiazd naszych wina czy Szukając Alaski. Podobała mi się jego twórczość, więc z chęcią sięgnęłam po Papierowe miasta. Pomimo nieco rozczarowującego zakończenia naprawdę było warto!

Co mnie w niej zauroczyło? Oczywiście bohaterowie tacy, jak na Greena przystało: Q, jego zabawni przyjaciele Ben i Radar, przebojowa, aczkolwiek tajemnicza Margo Roth Spiegelman. Jednak przede wszystkim wspaniałe przesłania i cytaty, które natychmiast ma się ochotę zaznaczyć, aby ich nie zapomnieć (przynajmniej tak to wyglądało w moim przypadku).

Z lektury tej książki można wywnioskować, że ludzie zazwyczaj nie są takimi, jak się prezentują pośród innych. Inaczej zachowują się w szkole, a jeszcze inaczej w domu czy wśród przyjaciół. Ponadto pewnymi elementami ze swojego życia czy zainteresowaniami zwyczajnie nie dzielą się z ludźmi. Aby w pełni poznać drugą osobę, musielibyśmy się nią stać, co jest fizycznie niemożliwe.

Jak powszechnie wiadomo, chłopcy zakochują się w dziewczynach i na odwrót. Jednak czy wtedy aby na pewno darzą uczuciem właśnie tę osobę, czy tylko wyobrażenie o niej? Tutaj pozwolę sobie przytoczyć cytat: Ale czy nie jest tak, iż na pewnym poziomie trudno nam zrozumieć, że inni są takimi samymi istotami jak my? Idealizujemy ich jako bogów lub lekceważymy jako zwierzęta. 

Tytuł Papierowe miasta można interpretować na różne sposoby. Papierowe, czyli nietrwałe, dwuwymiarowe.
Możesz się przekonać, jakie to wszystko jest sztuczne. Nie jest nawet na tyle trwałe, by je nazwać miastem z plastiku. To papierowe miasto.

W książce występuje również motyw podróży. Trzeba przyznać, że jest coś pociągającego w przemierzaniu całego kraju, mając do dyspozycji tylko samochód, przyjaciół i trochę pieniędzy.

Jedyną rzeczą, jaką mi się nie podobała w powieści, jest zakończenie. Naprawdę, muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś o wiele bardziej... spektakularnego? W każdym razie trochę się zawiodłam, oczekiwałam czegoś więcej, a to było takie nijakie, bez polotu.

Mimo tego książka bardzo mi się podobała i należy do moich ulubionych. Są w niej pewne refleksje, jak i również sytuacje, które rozbawiają do łez. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak tylko czekać na ekranizację, która pojawi się w kinach w te wakacje! Tak więc jeśli ktoś zamierza przeczytać Papierowe miasta przed obejrzeniem filmu, nie czekajcie do ostatniej chwili, róbcie to jak najprędzej, bo naprawdę warto!

Tessa

środa, 1 kwietnia 2015

Z dwóch perspektyw - "Zbuntowana"

20 marca był dniem długo wyczekiwanym zarówno przeze mnie, jak i Luriko! Wtedy to wreszcie miałyśmy okazję obejrzeć "Zbuntowaną", ekranizację drugiej części trylogii "Niezgodna" autorstwa Veronici Roth. Jeśli ktoś nie zna fabuły, to w wielkim skrócie ją przybliżę: akcja rozgrywa się w przyszłości, w społeczeństwie podzielonym na 5 frakcji, zgodnie z cechami charakteru. 16-letnia Tris pasuje do kilku, co czyni ją Niezgodną. Takich ludzi się wyłapuje, ponieważ są zagrożeniem dla systemu frakcyjnego. Po pewnym czasie dochodzi do ataku jednej z frakcji.

Ogólnie rzecz biorąc, film bardzo mi się podobał. Co prawda odbiegał trochę od książki i zabrakło mi sceny z Tris pod wpływem serum pokoju (to właściwie jedyne czego żałuję), ale przymknęłam na to oko. Momentami odnosiłam wręcz wrażenie, że niektóre rzeczy zostały przedstawione w sposób bardziej logiczny niż w literackim pierwowzorze. No i główne wątki zostały zachowane.

Oglądając film z pewnością nie można narzekać na nudę. Bez przerwy coś się dzieje, zwrotów akcji nie brakuje, tak samo jak wątku miłosnego, który jest ciekawym uzupełnieniem. Theo James w roli Cztery, chłopaka głównej bohaterki, jak zwykle spisał się świetnie. Ponadto możemy zobaczyć wkurzającego Caleba, czyli brata Tris, a także momentami zabawnego (tu zaskoczenie!) Petera.

Nietrudno było dostrzec, że w tej części wykorzystano większą ilość efektów specjalnych niż w pierwszej. Można było się tego domyśleć po zobaczeniu zwiastunów, w których pewne elementy były trochę nielogiczne, na szczęście w filmie ich pochodzenie zostało wyjaśnione.

Pozostaje jeszcze jedna kwestia, a mianowicie soundtrack. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie 2 utwory wykorzystane na końcówce: Holes in the sky w wykonaniu M83 oraz Blood hands zespołu Royal Blood. To godne uwagi piosenki, zwłaszcza że nadawały scenom odpowiedni klimat.

Po obejrzeniu filmu byłam pozytywnie zaskoczona. Szczerze mówiąc, po wyżej wspomnianych zwiastunach nie spodziewałam się zbyt wiele, bo od razu można było dostrzec wiele niezgodności z książką. No cóż, tak zresztą było, ale wymienione przeze mnie plusy jak widać jakoś to zrekompensowały, skoro ekranizacja mi się podobała ;)

Tessa


Zgadzam się z moją przedmówczynią, aczkolwiek mam jeszcze kilka bardziej krytycznych uwag.

Po pierwsze: skrzynka. Jaka skrzynka? O co chodzi? A no o to, że kilka wątków fabularnych z powieści zostało skompresowanych i wrzucono je w jeden rekwizyt: metalową skrzynkę mającą rzekomo zawierać symulacje wszystkich 5 frakcji, które może przejść tylko Niezgodny. Wszystko po to, aby odblokować wiadomość zostawioną mieszkańcom Chicago przez potomnych. Ja wiem, miało to służyć koniecznemu skróceniu czasu trwania filmu, ale na początku (oczywiście kierując się książką) w ogóle nie było wiadomo, o co chodzi. 

Po drugie: zakończenie. Nie mam zamiaru tutaj oczywiście spojlerować, powiem jedynie, iż ciężko jest mi po nim wyobrazić sobie ekranizację "Wiernej". Niepokoi mnie to. Czy ostatnia cześć tej trylogii będzie jeszcze bardziej zmodyfikowana? Czas pokaże.

Po trzecie: właściwie to nie ma już po trzecie :)

Podsumowując, film podobał mi się bardzo, wyliczając wypunktowane wcześniej wady. Na zakończenie dodam tylko, że gorąco polecam ten film wszystkim, nawet tym, którzy nie oglądali pierwszej części. A to dlatego, że byłam na nim z kuzynką i tylko pobieżnie wyjaśniłam jej fabułę pierwszej części, a mimo to bawiła się świetnie i zachwala sobie tą ekranizację. Tak więc, nie pozostaje mi nic innego jak życzyć miłego seansu ;) 

Luriko






czwartek, 26 marca 2015

"Witaj w Strefie" - czyli trylogia i film "Więzień labiryntu"

Dzisiaj coś o jednej z moich ulubionych trylogii - mowa oczywiście o "Więźniu labiryntu". Ostatnią część skończyłam czytać kilka tygodni temu, jednak nadal często powracam do niej myślami. W pierwszym tomie poznajemy kilkunastoletniego Thomasa, który zostaje przywieziony ciemną windą do miejsca, gdzie wita go grupa chłopców. Nie ma pojęcia, dlaczego się tam znalazł, nie pamięta niczego poza własnym imieniem. Okazuje się, że trafił do Strefy, miejsca otoczonego potężnymi murami, za którymi kryje się przerażający Labirynt.

Jeśli lubicie pełne napięcia historie, pytania na które nie ma odpowiedzi, sytuacje, w których zdawałoby się, że nie ma żadnej nadziei, to ta książka jest dla Was! Czytałam już dosyć dużo dystopii, jednak ta szczególnie zapadła mi w pamięć. Mamy okazję poznać ciekawych bohaterów: wspomnianego już Thomasa, rozsądnego Newta, sarkastycznego Minho czy sympatycznego Chucka.

W kolejnych częściach trylogii poznajemy świat zewnętrzny, czyli Ziemię spaloną przez rozbłyski słoneczne i opanowaną przez wirusa, który atakując mózg, powoli zabiera człowieczeństwo. Lubię takie klimaty, to kolejny powód mojej sympatii do tych książek. Po przeczytaniu nasunęła mi się pewna myśl: kiedyś w końcu ludzie sami się doprowadzą do zagłady.


Teraz kilka słów o filmie: niestety dość mocno odbiegał od książki, zabrakło mi kilku scen i pewnych ważnych elementów, takich jak slang Streferów czy telepatia między Thomasem i Teresą. Mimo wszystko podobał mi się, a to duża zasługa scenografii i aktorów. Muszę przyznać, że dzięki temu filmowi poznałam Dylana O'Briena, który stał się moim idolem ;)

Podsumowując, polecam książki i film fanom powieści przygodowych i postapokaliptycznych, i nie tylko!

Tessa

poniedziałek, 9 marca 2015

Z dwóch perspektyw - "Snajper"

Więc, witamy w naszej pierwszej (nieporadnej zapewne) recenzji. Na cel bierzemy film "Snajper" - zdobywcę Oscara za najlepszy montaż dźwięku. Powiem szczerze, że wyczekiwałam na ten film dość długo, z racji tego, że temat jest mi bliski (należę do szkolnej sekcji strzelniczej). Mimo, że znałam historię Chrisa Kyle'a już wcześniej, to film wywarł na mnie spore wrażenie. Szczególnie jeśli chodzi o chorobę powojenną - uważam, że reżyser naprawdę dobrze ujął ten problem. Również podobały mi się sceny z oddawaniem strzałów, uważam, że zostały oddane dość realistycznie. Anyway, "Snajper" jest naprawdę dobrym widowiskiem i polecam go każdemu, kogo choć trochę interesują militaria. Chociaż jestem pewna, że i inni znajdą w nim coś dla siebie. A co o tym sądzi moja przyjaciółka? ^^
                                                                                                                                                 Luriko

Niedawno byłam z tatą w kinie. Nie wiedzieliśmy za bardzo jaki film wybrać, jednak ostatecznie zdecydowaliśmy się na "Snajpera". Jak się okazało, to był bardzo dobry wybór. Film opowiada o życiu najskuteczniejszego snajpera w historii USA, Chrisa Kyle'a. Czterokrotnie wyjeżdżał do Iraku. Poza jego działaniami na wojnie możemy też zobaczyć jego relacje z żoną, a później również dwójką dzieci.
Film podobał mi się, ponieważ było w nim kilka pełnych napięcia momentów i zaskakujące zakończenie. Po jego obejrzeniu uświadomiłam sobie również jakie mam szczęście, że nie urodziłam się w kraju takim jak np. właśnie Irak, gdzie ciągle toczą się wojny a ludzie cały czas odczuwają niepokój.
Jeśli ktoś rozważa zobaczenie tego filmu, jak najbardziej może to zrobić.
                                                                                                                                                 Tessa