Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 marca 2016

Zeszyt blogowy - metamorfoza

Hejka hej :).

Dzisiaj post troszeczkę bardziej okołoksiążkowy lub jak kto woli okołoblogowy. Pamiętacie zapewne mój zeszyt blogowy, którego używam do organizacji postów, śledzenia statystyk i tworzenia mojej listy książek do zdobycia. A jeżeli nie pamiętacie lub jesteście u nas stosunkowo od niedawna, to zapraszam Was tutaj. Jak sama nazwa dzisiejszego posta wskazuje, chciałabym się z Wami podzielić moją pracą. Znudziłam się jego wyglądem zewnętrznym. I jak to ja, postanowiłam to oczywiście zmienić. 

Gwoli przypomnienia, dawniej wyglądał on mniej więcej tak:


Całkiem zwyczajnie, prawda? Niczym się on nie wyróżniał od innych zeszytów. Przez pewien czas było mi to nawet na rękę, ale po pewnym czasie potrafi się to znudzić. Więc nazbierałam sobie materiałów i poświęciłam jeden wieczór i dzisiaj chciałabym pokazać Wam efekty tej pracy. A oto zeszyt po metamorfozie :).




Tak prezentują się po kolei przednia okładka, tylna okładka i tylna okładka od wewnątrz. Uważam, że wyszedł bardzo dobrze. Jednak nie jest jeszcze wykończony na tip-top, ponieważ po wewnętrznej stronie tylnej okładki chcę jeszcze dodać kopertę na różne papiery. Ale jego wygląd na pewno zmienił się diametralnie.

Jeżeli chcecie się dowiedzieć, jak to zrobiłam i jakich materiałów użyłam, dajcie znać w komentarzach, a postaram się wstawić post z serii DIY pokazujący, jak ozdabiać zeszyty w ten właśnie sposób. W niedalekiej przyszłości planuję dla Was jedno DIY, ale to tajemnica, więc ciiiii :D. 

Więc na dzisiaj to wszystko ode mnie, dajcie znać czy Wam się podoba, nie dajcie się i do zobaczenia już niedługo :).

Luriko

poniedziałek, 20 lipca 2015

Poniedziałek z zeszytem blogowym

Hej hej ^^


Powiem Wam w sekrecie, że mam już zaplanowane wszystkie "Poniedziałki z..." na sierpień, co powoduje malutki brak pomysłów na końcówkę lipca. No właśnie, zaplanowałam...


Dzisiaj chciałabym Wam pokazać coś, co bez wątpienia bardzo pomaga mi w projektowaniu postów dla Was. To mój blogowy zeszyt. A jak wpadłam na to, żeby go stworzyć?

Od kilku lat robię sobie listy książek, które przeczytałam i które chciałabym kupić/dostać/zdobyć w jakiś sposób. Podczas gdy książki, które już przeczytałam, mam uporządkowane w specjalnie przygotowanym do tego zeszycie (który oczywiście także Wam pokażę :D). Jednak tą drugą listę zawsze miałam gdzieś na luźnych kartkach (które miały tendencję do bezustannego gubienia się) lub w miejscach, o których szybko zapominałam. Na takich kartkach również miałam recenzje, które mam do napisania. Dlatego wpadł mi do głowy pomysł, żeby stworzyć taki oto bank pomysłów. Okładka, jak widać, wygląda jeszcze bardzo zwyczajnie, czyli niezbyt oryginalnie i zachęcająco, ale pracuję nad tym :). Jest idealny, ponieważ ma 5 sekcji, które mogę spersonalizować. Nie wykorzystałam jeszcze wszystkich zakładek, ale spokojnie, jeszcze to nadrobię :).


Przejdźmy może do prezentacji mojego małego wspomagacza ^^. Strona tytułowa wygląda tak, jak to się pięknie prezentuje na zdjęciu obok ^^. Ten naszyjnik to naszyjnik przyjaźni, drugą jego połowę ma oczywiście Tessa ^^. A leży sobie tam po to, aby zakrywać moje prawdziwe imię i nazwisko :). Ma dzisiaj bardzo odpowiedzialne zadanie, nieprawdaż? ;).  
Tak troszeczkę mi się nudziło i ozdabiałam sobie tą stronę. Nie jestem do końca pewna, jak to wyszło, ale no cóż, skoro tak jest to musi już tak zostać :). Może wcale nie jest aż tak tragicznie? Sama nie potrafię tego ocenić :D.











Wybaczcie za tę gazetę w tle, ale bardzo ciężko jest zrobić dobre zdjęcia na stoliku, który należy do wszystkich domowników i każdy ma na nim coś swojego :). Mamy przynajmniej bardzo kolorowe tło ^^. 

Jak widać, wykorzystałam chwilowo tylko trzy sekcje. Pierwsza z nich to "Recenzje", następnie "Książki do zdobycia" i ostatnia to "Statystyki". Mam już pomysły na pozostałe dwie, ale nie chcę Wam ich jeszcze zdradzać, bo nie będzie niespodzianki :). 







Recenzje spisuję sobie w takiej oto liście, jak obok ^^. Jeśli została już wykonana, skreślam ją zielonym markerem i robię "ptaszek" (to już zupełnie tylko dla wyglądu i mojej zachcianki :D). 

Są to oczywiście tylko te książki, które mam aktualnie w kolejce do przeczytania, ale nie obiecuję, że będą dokładnie w tej kolejności :). Na bieżąco uzupełniam tę listę ^^.









Tutaj jest lista książek, które chcę kupić/dostać/zdobyć w jakiś sposób. Jedna pozycja została już wykreślona jak widać ^^. Ta lista jest oczywiście dłuższa, to jest tylko jej fragment :).

Tutaj, dla odróżnienia wykreślam pozycje czerwonym mazakiem i nie rysuję ptaszków >.< . I już nie mam problemu z gubiącymi się kartkami, wszystko mam w jednym miejscu, a ponieważ wiąże się to w pewien sposób z blogiem ma uzasadnienie swojego istnienia w tym zeszycie ;).








Przyszedł czas na ostatnią sekcję, czyli "Statystyki". Tabelka widoczna na zdjęciu przygotowana jest już na sierpień i służy do zapisywania liczby wyświetleń. Znajduje się tam także miejsce na liczbę komentarzy czy obserwatorów. Z drugiej strony przygotowana jest tabelka na każdy dzień miesiąca, w której zapisuję wszystkie swoje posty na ten miesiąc. A ponieważ mam tam już zanotowane wszystkie "Poniedziałki z..." na sierpień i pewną niespodziankę dla Was, to z oczywistych sposobów Wam tego nie pokażę :). 

Może to trochę pedantyczne, ale lubię mieć wszystko ładnie zanotowane. Poza tym bardzo łatwo jest wtedy sprawdzić, co najbardziej Wam się podobało i dawać Wam tego więcej ;).




 A to są zdjęcia mojego zeszytu z książkami, które już przeczytałam. Jest miejsce na tytuł, autora, oznaczenia (czy książka ma twardą lub miękką okładkę, czy jest moja lub pożyczona i tym podobne) oraz datę, kiedy skończyłam czytać tę pozycję :). 

I jak Wam się podobał dzisiejszy "Poniedziałek z..."? Teraz jak na to patrzę, to myślę, że to trochę głupie. Ale może mi to wybaczycie -.- .  Za tydzień będzie coś związanego z książkami, a dokładnie z jedną książką... ^^. Dajcie znać, co o tym myślicie i czy także macie takie zeszyty :).

Nie dajcie się i do zobaczenia już niedługo :).

Luriko

środa, 15 lipca 2015

Moja praca i hobby - baristyka

Witajcie ^^

Dzisiaj chciałam się z Wami podzielić czymś może trochę mniej związanym z książkami, ale dla mnie pewnie równie ważnym. Choć może nie będzie to zwykła recenzja, to ten post jest inspirowany książką, którą niedawno przeczytałam :).

Każdy z nas ma jakieś swoje zainteresowania, hobby. Dla większości z Was, skoro tutaj trafiliście, jest to pewnie czytanie, ale wierzę, że to nie jedyne Wasze ulubione zajęcia. Ja także mam jeszcze kilka innych "koników", ale dzisiaj chciałam opowiedzieć Wam o tylko jednym z nich :). Nie będę Was więcej zamęczać, chyba że Wam się spodoba ;).

Tak więc opowiem Wam o baristyce. "Barista" to po włosku właściciel baru, ale ten wyraz coraz częściej jest używany do określania osób zajmujących się robieniem kawy.

Nie dość, że lubię pić dobrze zrobioną kawę, to lubię ją także robić ;). Zaczęło się to od ekspresu kapsułkowego Dolce Gusto, który dostali moi rodzice na Gwiazdkę (już dokładnie nie pamiętam, którą :D).

W ten sposób zaczęłam przygotowywać kawę. Może nie jestem jakoś wybitnie dobra, ale kawa wszystkim smakuje :). Książkę pokazaną na zdjęciu przeczytałam, aby nauczyć się, jak ładnie zdobić kawę. Poznałam także wiele nowych, ciekawych przepisów na napoje, ciasta, ciasteczka i desery. I jest opatrzona bardzo ładnymi zdjęciami ;).

Po kilku latach pojechaliśmy do mojego brata, który podał nam kawę z prawdziwego ekspresu ciśnieniowego. Rodzice zamarzyli sobie, że też by chcieli taki mieć, co ja oczywiście od razu poparłam :). I takim oto sposobem ekspres Saeco trafił do naszego domku, razem z bardzo aromatycznym workiem ziaren czystej Arabiki.

Od tego czasu obsługuję dwa ekspresy i podaję kawę w pracy. Powiem Wam, że to bardzo odprężające zajęcie ;). Może nie będę już więcej ględzić tylko pokażę Wam zdjęcia z mojego miejsca pracy i efekty tego, co robię :). Może to nie jest jakoś mocno artystyczne lub idealnie wykonane, ale zrobiłam to samodzielnie i jestem z tego dumna :).

Zdjęcia też nie są idealne, ale chciałam trochę poeksperymentować z ujęciami, a mój telefon nie ma najlepszej jakości, więc wybaczcie mi to :).






Kwiatek

Łańcuszek serc

Zygzaki, które podobno mają przypominać mewy :)

Ojej, ale ten post mi dzisiaj wyszedł bardzo kolorowy i ilustrowany ;)

Chciałam Wam jeszcze na koniec pokazać Wam, w jaki sposób w moim domku letniskowym układam sobie książki. Po prostu wiszą w powietrzu ;). Tak naprawdę to pewien system półek ukrytych pod okładkami książek odpowiedniej wielkości na samym końcu stosika. Ale moim zdaniem wygląda to fenomenalnie i każdy z moich gości pyta, jak to zrobiłam i jak to jest możliwe ;).

Więc to już koniec mojego dzisiejszego posta :). Mam nadzieję, że nie zanudziliście się na śmierć :). Już niedługo wejdzie nowa serie, więc mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu ^^.


Nie dajcie się i do zobaczenia już niedługo :)

Luriko

wtorek, 14 lipca 2015

Book Haul #2

Jak obiecałam, oto i jest ^^. Już mój drugi Book Haul na tym blogu :). Od ostatniego czasu dorobiłam się pięciu nowych książek i chciałam je Wam dzisiaj zaprezentować.

Tak więc do dzieła!

Oto dwie moje paczuszki z Empiku, które odebrałam wczoraj. W jednej znajdują się dwie, a w drugiej jedna książka. Uwielbiam zamawiać przez internet i odbierać paczki z książkami :). To jeden z moich ulubionych momentów: otwieranie tych pudełeczek. To prawie jak prezenty na święta ;). To nic, że dokładnie wiem, co jest w środku, to i tak pewna niespodzianka ^^.

Oto moje nowe książeczki w scenerii iście letniej :).Przy okazji, tak jest, to mój balkonik w domku letniskowym :). Taki lasek to jedno z moich ulubionych miejsc do czytania, chyba się zgodzicie, że bardzo sprzyja skupieniu ;). Dobra dobra, trochę przeciągam sprawę, przejdźmy więc już do zawartości owych paczek, co wy na to? ^^

Paczka nr 1:
To w tej paczce były dwie książki, czyli:

- "Wypowiedz jej imię" Jamesa Dawsona
- "5 sekund do io" Małgorzata Warda

Paczka nr 2:
Tutaj mamy tylko jedną pozycję:

- "Listy niezapomniane" Shauna Ushera

Pierwsza książka to thriller opowiadający historię trójki nastolatków, którzy wpadają na jakże genialny pomysł i postanawiają w noc Halloween stanąć przed lustrem i wezwać Krwawą Mary. Niestety nie przewidują skutków i już wkrótce znajdą się w samym środku makabrycznych wydarzeń. Lubię się trochę bać, więc nie mogę się doczekać, kiedy się za nią zabiorę :).

"5 sekund do io" to opowieść o Mice - jedynym światku tragicznej w skutkach strzelaniny. Tylko ona widziała sprawcę. Te wydarzenia wydają się mieć coś wspólnego z kontrowersyjną i tajemniczą grą, w której można odczuć nie tylko temperaturę otoczenia, ale także ból lub własną śmierć. Na prośbę policji Mika wraca do wkracza w wirtualny świat. To dokładnie moje klimaty :). Uwielbiam gry i książki, więc to powinno zadowolić moje oczekiwania :). Nie mogę się doczekać, kiedy sprawdzę tę teorię ;).

No i ostatnia książka z tych zamówień, czyli "Listy niezapomniane". A dlaczego wybrałam akurat tę pozycję? Przyznam się szczerze, że uwielbiam listy :) Oczywiście i pisać, i czytać ;). A ta książka to zbiór listów niezwykłych osób o bardzo różnych tematach. Bardzo chcę się z nimi zapoznać, jednak trochę źle się czuję wchodząc z buciorami w czyjeś prywatne sprawy. Czy oni mi wybaczą? Czy Wy mi wybaczycie? :). Chyba i tak przeczytam tę książkę, i to od deski do deski ^^.

Następna i ostatnia na dzisiaj partia książek to pozycje, które otrzymałam od mojego kochanego taty <3. Przy okazji wspomnę, że to wszystko dzięki niemu. Czytał mi codziennie wieczorem, kiedy byłam mała, dzięki czemu nauczyłam się czytać. Pokazał mi ten przepiękny świat i zawsze wspiera mnie ogromnym, nowym materiałem (wspiera mnie nie tylko w tej dziedzinie, ale taki jest dzisiejszy temat i poza tym trudno to wszystko zliczyć :D). Więc, specjalne podziękowania dla Ciebie, tato. Kocham Cię najmocniej na świecie <3.

Wracając do tematu, są to aż dwie książki:

- "Pamiętnik narkomanki" Barbary Rosiek
- "Ulysses Moore. Podróż do Mrocznych Portów"      Pierdomenico Baccalario

Na zdjęciu z moimi czereśniami, które podjadam zamiast słodyczy, pisząc tego posta ;)

Pierwsza z nich to książka, którą zobaczyłam w bibliotece już lata temu. Byłam zbyt młoda, żeby ją wypożyczyć i przede wszystkim zrozumieć jej tematykę. Jednak uwielbiam książki napisane w stylu pamiętnika i kiedy zobaczyłam ją na półce poczułam, jak mnie wzywa. Opowiada oczywiście o narkomance, która zapisuje swoje przeżycia i problemy. Od tej różowej strony tuż po zażyciu oraz od tej gorszej, kiedy widać już jego skutki. Zapowiada się ciekawie i mam zamiar już niedługo się w nią zagłębić.

Druga z nich to już czternasta część serii "Ulysses Moore", o której opowiadałam w swoim pierwszym "Poniedziałku z...", dlatego nie będę się zagłębiać w fabułę, żeby się nie powtarzać i nikomu nie spojlerować. Możecie o ogólnym zarysie przeczytać w "Poniedziałku z Ulyssesem Moorem". Chwilowo to mój tata ją czyta, bo mam spore zaległości w tej serii, ale mam nadzieję już niedługo to nadrobię :).

Więc to już koniec :). Poznaliście wszystkie moje najnowsze zdobycze. Co o nich myślicie? A może zapoznaliście się już z nimi? Jeśli tak, to podzielcie się ze mną swoimi opiniami ;).

W przygotowaniu jest także nowa seria, mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu i polubicie tak jak nasze poniedziałki :).

Nie dajcie się i do zobaczenia już niedługo ^^.

Luriko

poniedziałek, 13 lipca 2015

Poniedziałek z księgarniami

Hejka hej ^^.

Co tam u Was? Jak Wam mijają wakacje? :). Chociaż mam trochę pracy, to te wakacje są chyba jednymi z moich lepszych. Dostałam się do wymarzonego liceum i to z moją najlepszą przyjaciółką ;). W dodatku będziemy razem w pokoju w internacie ^^. Czyż to nie wspaniale? :).

Ale może przejdźmy do tematu. Jak już tradycyjnie w poniedziałek, mamy kolejny "Poniedziałek z..." ! Dzisiaj chciałam z Wami porozmawiać na temat księgarni. To znaczy:

Gdzie kupujecie swoje książki?
W formie papierowej czy elektronicznej?
Kupujecie w sklepie czy przez internet?
Korzystacie z jakichś zniżek?
Może dostajecie książki od wydawnictw do recenzji?

Hah, może trochę za dużo pytań na raz :)

Osobiście najczęściej kupuję w Empiku. Jest jedyną księgarnią w moim ulubionym centrum handlowym. Chyba od zawsze tam kupowałam :). To chyba jedna z najbardziej popularnych firm zajmujących się sprzedażą książek.

Niestety jednak mam wrażenie, że w Empiku opłaca się kupować jedynie przez internet i odbierać w salonie. Inaczej (oczywiście kiedy nie ma wyprzedaży) strasznie się przepłaca. A no właśnie, tak między nami, w Empiku są zazwyczaj dwie wielkie wyprzedaże dotyczące książek. Jedna jest w okresie letnim, a druga gdzieś w okresie zimowym. Pewnie kojarzycie takie momenty, kiedy wchodzicie do Empik'u, a tam 30, a nawet 70% przeceny? No to właśnie wiecie, kiedy na takie promocje polować ^^.

Drugą księgarnią, którą chcę tutaj omówić, jest Matras. Co prawda nie zbyt często tam zachodzę, ale kiedy rodzinka chce iść akurat do centrum, gdzie nie ma Empik'u, to idę do Matrasa. Przyznam się jednak, że nigdy tam nic nie kupiłam :). Mam jednak wrażenie, że ceny internetowe są znacznie niższe i że nie jest to firma aż tak komercyjna i łasa na pieniądze. Zajmują się tylko książkami i rzeczami związanymi ze szkołą (podręczniki, zeszyty, przybory do pisania, piórniki...). No i filmy, ale nie aż taki misz-masz, jak w Empik'u. Co Wy na to? Może warto zmienić księgarnię? Doradzicie mi w tej sprawie? :)

Teraz może zwrócimy się w stronę księgarni internetowych. Na pierwszy ogień pójdzie taniaksiazka.pl . Chociaż osobiście nie lubię tej księgarni, ponieważ ciężko cokolwiek w niej znaleźć. Niby są tam bardzo tanie książki, można dostać tam pewne tytuły nawet za 5 zł, ale niestety nie wszystko i nie zawsze jest tam dostępne. Uwierzcie mi, próbowałam. Ale może się mylę? Albo po prostu nie potrafię szukać. Co Wy na to? Opłaca się tam kupować swoje książki? Czy ktoś z Was kiedyś tam kupował?

Ostatnią księgarnią na dzisiaj jest bonito.pl . Tam też nigdy nie kupowałam książek, ale zaglądałam na ich stronę. Wydaje mi się, że książki także są tam tańsze niż w Empik'u. W sumie... nawet w Media Markt'cie książki są tańsze niż w Empik'u. Muszę zacząć kupować przez internet, chociaż z mieszkaniem w internacie będzie to dosyć trudne :/. Mimo to nie zrezygnuję z czytania książek oczywiście ^^.

I to by chyba było na tyle. Moim dodatkowym problemem na te wakacje jest: gdzie kupić swoje podręczniki do zupełnie nowej szkoły w innym mieście i do tego nie przepłacić? Macie jakieś rady lub pomysły? Może jakieś strony internetowe, na których kupujecie taniej swoje podręczniki?

Dobra, koniec pytań. Znowu zaczęłam zadawać ich Wam za dużo :). Dziękuję za dotrwanie ze mną do końca dzisiejszego posta. Trzymajcie się ciepło i oby Wasze wakacje były wciąż wspaniałe :D.

Luriko

  

piątek, 10 lipca 2015

Przegląd Końca Świata: Feed - recenzja książki

Na początku chciałabym przeprosić wszystkich czytelników naszego bloga za to, że tak długo nie dodawałam żadnych recenzji. Miało na to wpływ wiele czynników, nie zawsze zależnych ode mnie. Całe szczęście, że jest tutaj Luriko ;) Dodam też, że to właśnie dzięki niej miałam okazję przeczytać książkę, której recenzję właśnie przeczytacie, ponieważ była tak dobra i mi ją pożyczyła :)

W roku 2014 miało miejsce zdarzenie, które zmieniło bieg historii całego świata o 180 stopni. Ludzkość pokonała przeziębienie i nowotwory, na skutek czego powstaje niebezpieczny wirus. Po jego aktywacji w ciele ludzie bezpowrotnie tracą swoje człowieczeństwo, aby stać się bezmyślnymi stworzeniami zjadającymi wszystko, co się rusza. Akcja książki ma miejsce 26 lat później. Telewizja już nie ma takiego znaczenia jak w dzisiejszych czasach, jej miejsce zajęła blogosfera. Poznajemy historię dwójki blogerów – rodzeństwa Georgii i Shauna Masonów. Wraz z przyjaciółką Buffy zostali zatrudnieni przez senatora ubiegającego się o stanowisko prezydenta do relacjonowania kampanii. Nie wszystko szło gładko, ponieważ w jej trakcie miały miejsce morderstwa powiązane z jego osobą...

Muszę przyznać, że uwielbiam opowieści o zombie, czy to książki, filmy, czy nawet gry. Autorka wykreowała świat przedstawiony w książce z niesamowitą dokładnością, za co duży plus. Poznajemy szczegółowo historię powstania wirusa Kellis-Amberlee odpowiedzialnego za całe zamieszanie z żywymi trupami. Nie ma żadnych wątpliwości, że o to Mira Grant bardzo się postarała, zwłaszcza po przeczytaniu podziękowań. W powstanie powieści zaangażowała sztab ekspertów, dzięki czemu sprawia ona wrażenie bardzo realistycznej.

Książka bez wątpienia wywołuje wiele emocji. Podczas jej czytania śmiałam się, byłam zaskoczona, a nawet miałam łzy w oczach (niestety nie mogłam się po ludzku popłakać, bo akurat w tych momentach byłam otoczona innymi ludźmi)... Przy okazji dodam, że nie wybaczę autorce pewnych rzeczy, które zrobiła, choć wiem, że bez nich ta książka już nie byłaby taka sama.

Bohaterowie są ogólnie rzecz biorąc dobrze wykreowani i bardzo się do nich przywiązałam. Szczególnie Georgia i Shaun, nie zachowują się jak typowe rodzeństwo, które się „nienawidzi”, ale jak ludzie niezwykle sobie bliscy, niemal czytający sobie w myślach. Istnieje między nimi nierozerwalna więź. Nie zapominajmy też o pozostałych, czyli między innymi Buffy. Na pozór typowa blondynka uwielbiająca pisać romanse i przesłodzone wiersze, a jednak świetnie obeznana w nowinkach technicznych/technologii. Ponadto nie da się nie zauważyć dużego zaangażowania i pasji całej trójki do pracy, jaką wykonują.

Teraz przejdę do minusów. Od czasu do czasu zdarzały się nudniejsze momenty, przez co czasem czytanie trochę mi się dłużyło. Oprócz tego troszkę się rozczarowałam, ponieważ po książce o zombie oczekiwałam więcej walki o przetrwanie. Tutaj jednak żywe trupy nie są głównym tematem, mimo że nieraz dają naszym bohaterom porządnego kopa w tyłek. Autorka bardziej się skupia na blogosferze i polityce, oraz uświadamia nam że owszem, zombie są groźne, ale prawdziwe szkody może wyrządzić niezarażony, myślący człowiek. W żadnym wypadku nie twierdzę, że przez to powieść mi się nie podobała, po prostu poczułam pewien niedosyt.

Podsumowując, może to nie było do końca to, czego się spodziewałam, ale mimo to książka zrobiła na mnie duże wrażenie. Jestem bardzo ciekawa, co autorka przygotowała w kolejnych tomach trylogii, więc z chęcią je przeczytam (Luriko... chyba wiesz, co to oznacza? ;) ). Polecam ją osobom, które lubią klimaty apokalipsy i chciałyby poczytać powieść nie o jej wybuchu, a bardziej o tym, jak ludzie radzą sobie nieco później, kiedy to zombie stają się elementem codzienności.

Tessa

czwartek, 9 lipca 2015

Na skraju jutra - recenzja książki

ALL YOU NEED IS KILL

Powiem Wam, że kiedyś uwielbiałam mangę i anime. Do bardzo strasznego stopnia. Już mniej, ale wciąż się tym interesuję. Już trzeci rok będę uczyła się języka japońskiego. Po prostu interesuje mnie kultura tego kraju. I na stronie, na której kupowałam mangi, zobaczyłam właśnie tę książkę. Mniej więcej w tym samym czasie był w kinach film na podstawie tej powieści. Postanowiłam więc ją przeczytać (oczywiście znowu w pracy :D). O niej właśnie dzisiaj Wam opowiem, bo to dość skomplikowane.

Fabuła
Keiji Kiriya jest jednym z tysięcy żołnierzy ubranych w automatyczny kombinezon i wysłanych na wojnę, którą ludzkość toczy z Obcymi. Ginie on podczas swojej pierwszej bitwy, jednak budzi się następnego ranka, by zacząć wszystko od nowa i jeszcze raz stanąć na polu walki. I jeszcze raz i jeszcze raz... Podczas sto pięćdziesiątej ósmej próby odbiera sygnał od tajemniczego sprzymierzeńca - dziewczyny o przezwisku Stalowa Suka. Czy dzięki niej Keiji uniknie ostatecznej śmierci?

Pomysł z cofaniem się w czasie i powtarzaniem wszystkiego od nowa był całkiem ciekawy. Może nie jest to jakieś odkrywcze lub oryginalne, ale zostało dobrze opowiedziane. I mimo to, że sto sześćdziesiąt razy główny bohater powtarza te same dwa dni, to wcale nie jest to takie same, a w rezultacie unikamy nudy. Jest to lekka i niezobowiązująca książka z dużą ilością scen bardzo batalistycznych, ale akcja nie jest tak szybka i wciągająca, jak można by było się spodziewać. Jest to dość... przeciętna lektura. Aczkolwiek przypadłaby bardzo do gust fanom wypruwania flaków, odrywania kończyn, przepoławiania kogoś na pół i takich tam. Ale nie żałuję, że wzięłam ją do rączek i przeczytałam. Była dla mnie pewnego rodzaju odprężeniem. 

Moja ocena: 3/5

Bohaterowie
Głównym bohaterem jest Keiji Kiriya, czyli zupełny świeżak w wojsku, który nie ma pojęcia, co to znaczy "pole bitwy" czy "śmierć na polu chwały". Jego sytuacja jest tak beznadziejna, że aż wychodzi z niego tchórz, ale i tak nie może tak zwyczajnie uciec z pętli. Obserwujemy jego przemianę - staje się silną, niepowstrzymaną machiną wojenną, która niszczy wszystkich wrogów na swojej drodze. Niestety książka wcale nie jest o bohaterach, którym wszystko zawsze się udaje. Zwycięstwo musi zostać okupione wielką stratą... Tylko dlaczego w filmie i na okładce nie jest on Japończykiem, tylko Amerykaninem? Troszkę niezbyt zgadza się z książką, ale niech będzie :).

Pozostali bohaterowie także zostali świetnie stworzeni przez autora. Rita, Yonabaru, Shasta, Ferrell... Każdy ma swój własny charakter, a także swoje sekrety. Poza tym reszta postaci, które wykreował dobrze pasuje do realiów świata przedstawionego. Żołnierze zachowują się jak... żołnierze ^^. W całym tego słowa znaczeniu :).

Moja ocena: 5/5

Opisy
Jak już mówiłam książka nie jest jakimś wybitnym arcydziełem czy klasykiem gatunku. Za wyjątkiem jednego rozdziału narracja jest prowadzona z punktu widzenia naszego głównego bohatera, zatem opisy to głównie jego obserwacje, doświadczenia, spostrzeżenia i odczucia. Momenty strachu, silna odwaga, aż w końcu powtarzalność i mechanizm jego działań - wszystko to zostało bardzo dobrze przedstawione. Opisy nie przeszkadzają w czytaniu, nie są za długie, a jedynie szkicują nam świat przedstawiony. Wystarczająco jak na taką pozycję.

Moja ocena: 4/5

Styl autora
Tak... Teraz dochodzimy do momentu, w którym chciałabym wyszczególnić to, co najbardziej mi przeszkadzało. Chodzi o język, jakim posługiwał się pan Hiroshi Sakurazaka. Tak... Było w nim pełno przekleństw i innego siarczystego słownictwa. Niby wiem, że w wojsku używa się takich słów i tak dalej, ale nie jestem przyzwyczajona do tego w książkach. Nawet w codziennym życiu zbytnio nie używam takich określeń ani nie obracam się w towarzystwie, który by się nim posługiwało. Dlatego trochę mi to przeszkadzało, ale to pewnie kwestia przyzwyczajenia. Poza tym jego styl nie jest zbyt odkrywczy. Nawiasem mówiąc, nie powala.

Moja ocena: 2,5/5

Oprawa wizualna
I znowu, o bogowie, książka w miękkiej oprawie! No ja błagam, może trochę więcej pozycji w twardych oprawach? Ale dobra. Mój egzemplarz ma filmową okładkę (prawdę mówiąc nie wiem, czy są inne :D). Jest porządnie wykonana, nie wygina się i nie niszczy. Nareszcie książka ma wygodną czcionkę. Jest także ozdobiona ładnymi ilustracjami i ornamentami. Mówiąc w skrócie, to porządnie wydana powieść. 

Moja ocena: 4,5/5
___________________________________________________________________________________________
Razem: 19/25

Może nie jest to arcydzieło, ale z pewnością jest to lekka pozycja dla tych, którzy nie chcą od lektury głębokich przeżyć (choć tak między nami na końcu było mi dość przykro, ale łez ze mnie nie wycisnęło, ale pewnie miało). Z kolei nie polecam przeciwnikom przekleństw i ostrych scen batalistycznych. Bo tego jest tu pełno. Znowu książka bardziej dla chłopców ;).

Trzymajcie się ciepło i dajcie znać, czy też może mieliście okazję zapoznać się z tą pozycją :) A może oglądaliście film? Bo ja chyba postaram się go obejrzeć ^^.

Przy okazji: skończyły mi się już zaległe recenzje, więc teraz posty będą pojawiały się z mniejszą częstotliwością. Mam nadzieję, że mi wybaczycie :( Za to już niedługo możecie spodziewać się nowego Book Haul'u! :)

Luriko

poniedziałek, 6 lipca 2015

Poniedziałek z nawykami czytelniczymi

Hej hej :)

Strasznie gorąco, prawda? Aż nie do wytrzymania. Dodatkowo w takie dni ma tyyyleeeee pracy... Ech..

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi nawykami czytelniczymi :). Wiem, że jest taki TAG i tak dalej, ale chciałam umieścić to akurat w poniedziałkowej serii. Tak więc zacznijmy ^^.

1. Czy masz swoje miejsce do czytania?
Hmmmm... Tak naprawdę czytam gdziekolwiek :). Najczęściej w swoim pokoju na łóżku, w salonie, w kuchni przy jedzeniu, w łazience w wannie podczas kąpieli ;)... Tak, nie mam swojego konkretnego miejsca. Czasami też zabieram ze sobą książkę w plener. Do szkoły, żeby czytać na przerwach lub nudnych lekcjach, tutaj w pracy, kiedy jest chłodny dzień i nie ma nic zbytnio do roboty czy na piknik z książką :).

2. Czy w trakcie czytania używasz zakładki do książek czy świstków papieru?
Zdecydowanie zakładek. W domu mam ich już prawie całą kolekcję, niestety u mnie dość szybko się niszczą. Moje ulubione są te, które przywiozłam ze sobą z Francji. Niestety nie mam przy sobie ich zdjęć, a są takie śliczne... Z wieżą Eiffla i kotami, utrzymane w jasnych kolorach. Aktualnie mam przy sobie zakładkę ze zjazdu niezgodnych i z "Igrzysk Śmierci".

3. Czy możesz po prostu skończyć czytać książkę czy musisz dojść do końca rozdziału lub okrągłej liczby stron?
Mogę ją skończyć w każdym momencie, byle skończyć zdanie. Jeśli zabiera się książkę ze sobą wszędzie, takie umiejętności się przydają :). Kiedyś kończyłam książkę przy nowym rozdziale, ale mam wrażenie, że tak czyta się szybciej.

4. Czy pijesz w trakcie czytania książki?
Oczywiście ^^. Dobra herbatka, kawa lub kakao zawsze świetnie smakuje :). I dodatkowo powiem, że jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się rozlać coś na książkę, co mogłoby wydawać się bardzo prawdopodobne :D.

5. Czy potrafisz jednocześnie czytać i słuchać muzyki lub oglądać film?
Niestety, muzyka jeszcze może ujdzie, ale film zbytnio mnie rozprasza. Mogę odrabiać lekcje przy filmie, ale nie czytać. Nie zapamiętam wtedy nic z książki :/.

6. Czy czytasz jedną książkę, czy kilka na raz?
Staram się czytać jedną na raz, ale kiedy pojawia się do przeczytania lektura szkolna, jestem zmuszona przestać czytać gdzieś w środku książki i zacząć lekturę (co, nie oszukujmy się, nie za często jest przyjemne).

7. Czytasz na głos, czy w myślach?
Zdecydowanie częściej czytam w myślach, jednak nie raz zdarzają mi się momenty, kiedy udaję, że czytam dla kogoś, a tak naprawdę pokój jest pusty. Dlatego mam zamiar zacząć wolontariat i kilka razy w tygodniu czytać dzieciom w przedszkolu lub bibliotece :).

8. Czy czytasz na przód, poznając zakończenie książki? Pomijasz jej fragmenty?
Moim nawykiem jest czytanie prawie zawsze ostatniego zdania książki. Robię to tuż przed jej rozpoczęciem. Nie mam pojęcia, dlaczego ^^. Nie przeszkadza mi to w poznawaniu fabuły książki, więc chyba nie ma to większego znaczenia :). Czasem w bardziej dynamicznych zdarzeniach zdarza mi się przeskoczyć kilka opisów. Po prostu porywa mnie akcja ;). Ale kiedy już zdaję sobie z tego sprawę, zawsze wracam do tego, co opuściłam.

9. Czy zaginasz grzbiet książki?
Nigdy! A jeśli książka się potem rozklei? Albo rozleci? Za bardzo dbam o swoje książki, żeby im to zrobić. Większość książek wcale tego nie potrzebuje, żeby je wygodnie czytać.

Poza tym zawsze sprawdzam, ile książka ma stron. Ale niezbyt często czytam całą serię od razu. Potrafię między tomami czytać inne książki :). O wiele chętniej czytam świeżo kupione książki, niż te, które czekają już na półce i często sprawdzam, na której stronie jestem i ile jeszcze mi zostało do końca ;). Dokładnie czytam podziękowania autora i wszystkie takie dodatkowe rzeczy, jak np. przedstawienie postaci. A, i kiedy gdzieś jadę, to nigdy nie zabieram jednej książki. Zawsze dwie lub więcej :)

A jakie są Wasze nawyki czytelnicze? Macie jakieś swoje dziwactwa? Chętnie o nich przeczytam, jeśli macie ochotę się nimi ze mną podzielić :). Trzymajcie się ciepło (chociaż w te tak gorące dni chyba nie trzeba :D) i oby jak najwięcej czasu na czytanie :).

Luriko

środa, 1 lipca 2015

Osobliwy dom pani Peregrine - recenzja książki

Powiem szczerze, że kiedy kupowałam tą książkę w księgarni, nic o niej nie wiedziałam. Jedyne, co o niej słyszałam, to to, że zagraniczni booktuberzy mają ją na swoich półkach i sobie ją cenią. Jednak do jej zakupu przekonał mnie opis z tyłu książki. Zaciekawił mnie tak samo jak później powieść i nie żałuję jej zakupu. Jeżeli jesteście ciekawi, to zapraszam do zapoznania się z moją recenzją :).

Fabuła
Życie Jacoba nie zapowiadało się ekscytująco. Pogodził się z tym, że nie ma wielu przyjaciół i nigdy nie odkryje niczego wielkiego. Najważniejszy dla niego był jego dziadek, który opowiadał mu w dzieciństwie najlepsze historie na dobranoc, opowiadając o pogodnym sierocińcu, ukrytym przed wszelkim złem, potworami i wojną. Pewnego dnia dziadek Portman umarł w niejasnych okolicznościach. Od tego momentu życie Jacoba diametralnie się zmieniło. Wyrusza on na wyspę, aby dowiedzieć się prawdy. Czy dziadek jednak miał rację? Czy osobliwe dzieci naprawdę istniały? Czy uda mu się zmierzyć z potworami ze swoich snów?

Muszę przyznać, że fabuła pochłonęła mnie bez reszty. Trzymała w napięciu przez wszystkie strony i zaskakiwała do ostatniej literki. Bardzo wielu wydarzeń, które miały tam miejsce nigdy bym się nie spodziewała. Tak samo fotografie zamieszczone w książce dodawały jej tajemniczości i atmosfery lekkiej grozy. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to moim zdaniem troszkę nieszczery i naciągany wątek miłosny między Jacobem i Emmą. Miało to jakiś swój urok, ale szczerze powiem, że chyba bardziej mnie to obrzydzało... Zresztą, sami zobaczycie, kiedy zabierzecie się za tą pozycję, bo naprawdę warto :).

                                                                                                                                       Moja ocena: 4,5/5

Bohaterowie
Postaci zaprezentowane są dość realistycznie. Każdy z bohaterów ma swój niepowtarzalny charakter. Ransom Riggs bardzo przekonująco maluje obraz emocji przeżywanych przez bohaterów. Szczególnie ciekawe są oczywiście osobliwe dzieci oraz ich opiekunka, tytułowa pani Peregrine. Nie zapominajmy jednak o innych, jak choćby o samym Jacobie, jego najlepszym przyjacielu Ricky'm, jego rodzicach i mieszkańcach małej, odosobnionej wysepki w Walii.

Znowu mam jedno małe ale: bohaterowie byli całkiem ciekawi, ale niektórzy z ważniejszych wcale nie zapadli mi w pamięć. Weźmy na przykład głównego złego. Tak właściwie nie pamiętam, jak się nazywał. I kilka innych, z perspektywy czasu myślę, że ważniejszych postaci, wypadło mi z głowy. Musiałam ponownie zajrzeć do książki, aby przypomnieć sobie to i owo o niektórych bohaterach. Nie uważam tego za znaczące niedopatrzenie, ale jednak coś tam jest na rzeczy ;).

                                                                                                                                       Moja ocena: 4,5/5

Opisy
Narracja jest prowadzona z perspektywy Jacoba, więc to on opisuje czytelnikom wszystko to, co widzi. Dzięki temu zabiegowi można lepiej się z nim utożsamić i wczuć się w jego sytuację. Świat jego oczami nie wydaje się naciągany, autor nie używa słownictwa, które mogłoby wywołać nasze wątpliwości. Uważam to za naprawdę duży plus. Dodatkowo opisy świetnie pozwalały mi na wyobrażenie sobie wyspy, osobliwych dzieci i więzi łączącej głównego bohatera z jego dziadkiem, a także Abe'a z osobliwymi dziećmi. Nie wiem, czy nie był to (oczywiście poza samą fabułą) element w powieści ^^.

                                                                                                                                         Moja ocena: 5/5

Styl autora
O autorze przed zapoznaniem się z tą książką nie wiedziałam zbyt wiele. Prawdę mówiąc, nie wiedziałam nawet o jego istnieniu. Jednak w miarę zagłębiania się w tą lekturę styl jego pisania coraz bardziej mi się podobał i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że bardzo przypadł mi on do gustu. Także pomysł stworzenia historii na podstawie starych fotografii świadczy o dużej wyobraźni autora. Cała książka została przez niego tak opowiedziana, że do ostatniego zdania mnie nie znudziła. I tutaj kolejne brawa dla pana Riggs'a.

                                                                                                                                          Moja ocena: 5/5

Oprawa wizualna
Książka została wydana w solidnej, twardej oprawie. Wydawnictwo Media Rodzina zachowało oryginalną okładkę, co zawsze uważam za plus. Marginesy nie przeszkadzają w czytaniu, numer każdej strony został opatrzony bardzo ładnym ornamentem, a inicjały na początku każdego rozdziału pasują kolorystycznie i stylem do okładki. Dodatkowo fotografie umieszczone na stronach książki mają bardzo ładne, pasujące tło, tak samo jak listy i notatki. Bardzo szczególny, mega duży plus za twardą okładkę: oby więcej książek tak wydawanych!

Jedynym minusem jest to, że książka niestety nie przetrwała próby czasu i podróży, w takim stanie, jak oryginalnie była. Nie jest to oczywiście mocno zauważalne, ale w sklepie również były egzemplarze troszkę podniszczone. Małe przetarcia na końcach grzbietu czy na rogach, może małe, ale niezaprzeczalnie psują wygląd i estetykę książki. Apeluję w tym miejscu do księgarni, aby troszkę lepiej obchodziły się ze swoim towarem, a także do wydawnictw o staranne wydawanie powieści. 

Moja ocena: 4/5 
__________________________________________________________________________________________
Razem: 23,5/25

Gorąco polecam wszystkim tę książkę. Sama na pewno sięgnę po jej kontynuację, która także dostępna jest na naszym rynku. Dreszczyku może było mało, ale kiedy coś zaskrzypiało w pokoju, to podskoczyłam w fotelu :D (jestem strasznie bojaźliwa :D). Tak więc, bez zbędnego przedłużania, jeśli będziecie mieli okazję, sięgnijcie po tą pozycję. Nie pożałujecie :). Dzięki i do zobaczenia następnym razem ;).

Luriko 


piątek, 27 lutego 2015

Witamy w naszych skromnych progach :)

Cześć Wam! :)
Wraz z Luriko, moją najlepszą przyjaciółką pomyślałyśmy, że fajnie by było założyć wspólnego bloga. I oto jest! Będziemy tutaj pisać przede wszystkim o przeczytanych przez nas książkach. Poza tym będziecie mieli okazję poznać nas od innej strony. Zamieścimy posty o obejrzanych przez nas filmach, muzyce, której słuchamy, naszych innych zainteresowaniach, a czasem też co nieco o szkole ;) 
A teraz kilka słów o nas: jak się zapewne domyślacie, uwielbiamy czytać ^^ Jesteśmy zwyczajnymi uczennicami 3 klasy gimnazjum, uczymy się dobrze, nawet bardzo (nie chwaląc się :D). Mamy nadzieję, że pisanie bloga będzie bardzo ciekawym doświadczeniem :) 
Do następnego! :)
Tessa